Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korčula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korčula. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 kwietnia 2020

Posmakować wyspy. Słów kilka o kuchni. Przepisy



Gdy odwiedzam jakieś miejsce to lubię posmakować miejscowej kuchni.Mam taki cytat, choć nie pamiętam gdzie go przeczytałam "Spuścizna kulinarna jest równie ważna co zabytki architektury. Czyż porządny owczy ser jest wart mniej troski niż rzymska kolumna ? "  Trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić.
Kuchnia chorwacka jest bardzo zróżnicowana. Odnajdziemy tu wpływy włoskie czy dalekowschodnie. Burzliwa historia tego regionu miała niebywały wpływ na kulturę kulinarną. Jakby tego było mało każdy z regionów ma swoje charakterystyczne dania, wręcz endemiczne. Niektóre , znane w całej Chorwacji nabierają zupełnie innego charakteru w zależności od miejsca, w którym je przygotowano. To tak jak z naszym bigosem, niby kapusta z mięsem a dyskusja na temat składników potrafi doprowadzić do kulinarnej wojny. Mogłabym o jedzeniu długo i namiętnie opowiadać , bo lubię jeść. Dziś tylko w kilku słowach, które będą zachętą do kulinarnych podróży.
O miejscach godnych polecenia w Vela luce przeczytacie tutaj.
Zwykle wyszukuję jakieś miejsce z dala od utartych szlaków, choć zdarza się wpadać do lokali bardzo turystycznych. Są to knajpy gdzie nie trzeba wydawać fortuny na wielki talerz z fantazyjną i minimalistyczną potrawą, a raczej miejsce gdzie można zjeść solidnie, lokalnie i za przystępną cenę.
Nie raz nacięłam się na paskudne jedzenie za milion monet a innym razem w lokalu przypominającym spelunę, zjadłam posiłek życia.
Z racji tego, że lubię zaglądać w dziury, zbaczać ze szlaków i zaglądać w ledwo uchylone drzwi zdarza mi się trafić do kulinarnego raju.
Ale trzeba przyznać , że najlepsze potrawy jadłam nie w popularnych lokalach a w domach zaprzyjaźnionych Chorwatów.
Podrzucę Wam kilka przepisów na potrawy , które mnie zachwyciły, które w większości możecie przygotować w domu albo w czasie pobytu na wakacjach w Chorwacji.
Zwykle , były to niewyszukane , proste dania przygotowane tak jak robi się to w danym domu. Rozmaryn z przydomowego ogródka, bazylia uszczypana z tarasowej donicy , ryby z porannego połowu. Wszystko świeże i lokalne.
Często bywa tak , że w czasie wyjazdu poszukuję potrawy idealnej. Tak było z zupą rybną. Szukałam idealnej, prostej i nie tak wyszukanej jak francuskie bouillabaisse.
Pamiętam , że zaczęliśmy od jednej z popularniejszych restauracji w miasteczku. Wielki kucharz na dachu zapraszał, polecali ją w przewodnikach więc poszliśmy. Gdybym miała swoją przygodę z zupą rybną oprzeć na tym jednym spotkaniu, to zapewne nigdy więcej już bym jej nie ruszyła.
Smak wyciśniętej ściery,  kolor brudnej wody zabarwionej na żółto i na dnie kilka ziarenek ryżu. Masakra.
Ogólnie rzecz biorąc przykre kulinarne doświadczenie.
Szukałam idealnej zupy długo, trafiałam na lepsze , zupełnie nijakie ale nigdy na tak złą jak ta pierwsza.
Aż trafiliśmy na idealną. Esencjonalna, pachnąca, o smaku morza i oliwy. Doskonale zbilansowana, słodkawa od cebuli i lekko cierpka od soku z cytryny.
Nie była to jednak typowa restauracja.
Gavuni.


 Koniecznie musicie spróbować sałatki z ośmiornicy  którą też spotkać można w przeróżnych wersjach, ja zwykle jadam w dwóch odsłonach z pomidorami lub z ziemniakami. Obie wersje wyśmienite.
Pamiętam moje pierwsze spotkanie z ośmiornicą na talerzu. Mimo, ze nie boję się próbować nowych rzeczy to do tego morskiego stwora podchodziłam z rezerwą. Trafiłam właśnie na taką z pomidorami, dużą ilością pietruszki, czerwonej cebuli i kaparów. I jak warzywa nie stanowiły najmniejszego problemu to tę pierwszy kęs nieznanego mięsa był ciekawym doświadczeniem. Odrobinę odstraszały macki, wyraźnie widziane  w  potrawie. Ale udało się i ośmiornica stała się jednym z moich ulubionych morskich mieszkańców, którym zajadam się w czasie pobytów na wyspie. I nie , nie smakuje jak kurczak, bo taką kiedyś otrzymałam odpowiedź gdy zapytałam do czego można ja porównać .
Tę z ziemniakami spotkacie raczej w domach niż jako danie restauracyjne.

Z taki dań a raczej przystawek niezwykle popularna jest blitva czyli po naszemu burak liściowy. Podawany jako dodatek do ryby , przyrządzony z czosnkiem jest bardzo fajnym daniem. Czasami a restauracjach znajdziecie blitve w przekąskach czyli predjelo. Ku mojej ogromnej radości to warzyw uprawia się również w Polsce. Jeśli macie ogródek to uprawa jest bardzo prosta a przygotowana w domu z oliwą i czosnkiem smakuje równie dobrze jak ta zjedzona w Chorwacji.
Częstym dodatkiem do ryb jest kupus -raštika . Ciężko dokładnie powiedzieć co to jest . Na pewno odmiana kapusty. Coś pomiędzy brukselką a jarmużem. W polskim nazewnictwie jest to kapusta galicyjska. Rośnie na wysokich łodygach , liście przypominają jarmuż ale są mniej pomarszczone. Najczęściej spotkacie kupus w przydomowych ogródkach. Rośnie od wczesnej wiosny aż do zimy. Ja osobiście najbardziej lubię go z ziemniakami.
Ryba jadam w Chorwacji tak często jak się da. W restauracjach ceny ich bywają zawrotne, dlatego warto dowiedzieć się gdzie w okolicy można kupić świeżą rybę i przygotować ją samemu.
Co jeszcze warto zjeść ? Na pewno czarne risotto (chor. crni rižot ), barwione atramentem kałamarnic.
Gavuni, maleńkie ryby smażone w całości , które są idealnym dodatkiem do piwa.
Są też takie potrawy , które spotkacie niezwykle rzadko i musicie mieć sporo szczęścia aby ich posmakować.
Tak było w przypadku dania, które jadłam tam tylko raz a na samo wspomnienie cieknie mi ślinka. Mimo, że wyspa jest naprawdę niewielka to są potrawy które robi się tylko w jednym miasteczku.
O choćby žrnovski makaruni, lumblija,czy brodet od gera i grozja. (gera i grozja to nazwy potoczne , czyli girice i groždže )
Och brodet. Zapewne w Chorwacji nie raz spotkaliście się z tym słowem. Brodet to esencjonalna potrawa z ryb, jadana na całym chorwackim wybrzeżu. Przyrządza się ją z morskich ryb i znawcy twierdzą, że najlepszy jest wtedy gdy gatunków jest w potrawie kilka. Obowiązkowo w skład brudetu wchodzą pomidory i cebula. Jest to danie jednogarnkowe.
Ten , który dane było mi jeść zaskoczył składnikami.
Bo oprócz drobnych rybek , giric, w tym niezwykłym daniu znajdowały się winogrona. To danie podaje się jedynie w Blato i najczęściej w czasie winobrania. Połączenie ryb i słodkich winogron okazało się naprawdę doskonałym zestawem. Nigdy wcześnie nie spotkałam takie zestawienia i gdy moja gospodyni Rosa przyniosła nam wieczorem ten specjał zerkałam do garnuszka z pewną niepewnością. Danie był fantastyczne , po raz kolejny okazało się, że warto zaryzykować. Następnego dnia było jeszcze lepsze.
Och ile jeszcze było tych kulinarnych przygód. Niektóre, wręcz niebezpieczne , przynajmniej dla mnie.
Był taki słynny wypad do Dubrownika, który omal nie zakończył się dla mnie wizytą w szpitalu. Okazało się, że jestem uczulona na mięczaki, czego wcześniej nie podejrzewałam i sałatka z mulami wywołała u mnie reakcję alergiczną, na tyle silną , że odcięło mnie od powietrza. Na szczęście zadziałały leki , które mój szwagier zdobył w aptece. Strachu było sporo a uraz do mięczaków pozostał do dziś. Tak więc przepisów na mule nie będzie.
Kuchnia na wyspie jest raczej prosta, zwykle ograniczona tym co jest akurat dostępne. Na szczęście Blato jest spichlerzem wyspy, to tutaj uprawia się większość warzyw, które sprzedaje się w okolicy.. Przydomowe ogródki pełne są krzaków pomidorów czy papryki. Morze pozwala uzupełnić dietę w białko i gdy ryb jest mało na stołach goszczą różne mięczaki, które znaleźć można w płytkich przybrzeżnych wodach, zbiera się przyklejone do skał czaszołki, rodzaj ślimaka. Popularna na wyspie jest dziczyzna , której jednak nie uświadczycie w miejscowych popularnych knajpach.
Z ciekawostek kulinarnych, których dotąd nie odważyłam się spróbować są jeżowce. Nie raz miałam okazję widzieć jak ludzie zajadają się wnętrznościami tych kłujących morskich pomponów. To co się z nich wyjada to ikra, zwykle w intensywnie pomarańczowym kolorze.Można je jadać na surowo, prosto z morza, lub podać jako dodatek do makaronu. Z jeżowców to ja preferuję jedynie skorupy, ładnie wyglądają w misie z muszlami.



Czas na kilka przepisów, są to potrawy , które bez problemu możecie przygotować nawet w Polsce. Podstawą są tylko wysokiej jakości składniki i odrobina chęci. Wiele z produktów  , których nie znajdziemy w polskich sklepach z powodzeniem można zastąpić innymi , podobnymi.


Najlepsza zupa rybna

Składniki :
Najlepiej sprawdzają się do tej zupy nieduże ryby morskie, na wyspie jadałam głównie z witlinka (chor. mol) ryba z dorszowatych, zwykle przygotowuje się ja ze skorpeny (chor. škarpina ), labraksa (chor. lubin ). W naszych warunkach doskonale sprawdzi się dorsz.
Jeden spory dorsz, podzielony na 4 części, wypatroszony. Głowa wchodzi również w skład potrawy (ale możecie ją wyrzucić)
jedna duża cebula
marchewka
natka pietruszki
liść laurowy , kilka ziaren pieprzu ,
niewielki pomidor , choć nie koniecznie
ryż
oliwa z oliwek , ocet winny, woda ok 1,5 l , sól i pieprz.

Rybę gotujemy ok 15 min w towarzystwie marchewki, pieprzy i laurowego liścia i dwóch łyżek octu winnego. W tym czasie , pokrojoną w piórka cebulę dusimy w wysokim garnku,  na oliwie na złoty kolor. Do poduszonej cebuli przecedzamy rybny wywar. Dosypujemy ryż około 25 dag. Gotujemy do miękkości. Można dorzucić pomidora, dla koloru.
Kiedy zapytałam dlaczego do zupy dodaje się octu , powiedziano mi , że w ten sposób zapobiega się psuciu zupy.
Rybę można rozdrobnić i wrzucić do zupy, na wyspie ta ugotowana ryba stanowi jakby drugie danie , podawane w towarzystwie cebuli i oliwy z oliwek.

Riblja juha


Kupus - raštika sa krumpirom. Czyli po naszemu, kapusta z ziemniakami.



Kapusty galicyjskiej raczej u nas nie dostaniecie , ale swobodnie możecie wykorzystać do tego nasz poczciwy jarmuż. Na porcję dla 2 osób potrzeba :

Około 1 kg jarmużu
0,5 kg ziemniaków
sól , oliwa z oliwek

Liście kupusu (lub jarmużu) pociąć na paski , wycinając wcześniej twardy głąb. Wrzucić na osolony wrzątek i gotować aż liście zmiękną . W zależności od tego czy liście są młode czy stare czas gotowania jest różny.
Gdy liście zmiękną dodać pokrojone w kostkę ziemniaki. Gdy ziemniaki zmiękną , całość odcedzić , ugnieść tłuczkiem do ziemniaków. Przed podaniem polać oliwą i posypać siekanym czosnkiem.
Podawać jako przystawkę do ryby lub dania mięsnego.

Ośmiornica z ziemniakami 

Kupus 

Salata od hobotnice


Sałatka z ośmiornicy. Salata od hobotnice.


1 mała ośmiornica, sprawiona i ugotowana.Do sałatki sprawdzają się również ośmiorniczki baby ale jednak duża jest lepsze.   Dobrej jakości mrożoną ośmiornicę kupicie w Lidlu lub Biedronce. Świeża trafia się w Auchan lub Selgrosie (świeżą należy solidnie obić)
Kilka mięsistych pomidorów. Kroję je w kostkę , nie pozbywam się gniazd nasiennych.
2 średnie czerwone cebule , pokrojone w piórka
kapary , oliwa , sok z cytryny lub ocet winny czerwony.
natka pietruszki.
Kilka słów o gotowaniu ośmiornicy. Jeśli kupujecie ją mrożoną to przed gotowaniem nie rozmrażacie jej , tylko prosto z zamrażarki wrzucacie do garnka z zimną wodą i gotujecie do miękkości. Nie solimy wody a gadzinę układamy tak aby głowa była w dole a otwór u góry .  Jest to proces dość długi ale warto poczekać. Gdy będzie miękka pozostawiacie ją do wystygnięcia w wodzie, w której się gotowała.
Ośmiornicę pokroić i wrzucić do miski z pomidorami i cebulą, dodać natkę i kapary, doprawić. Przed podaniem warto ją schłodzić.
Jeśli kupujecie ją świeżą, to musicie solidnie obić wałkiem. Zwykle gdy jest świeżo złowiona, to obija się ją o skały. nie jest to najmilszy widok, ale w przeciwnym razie będzie potwornie twarda.
Niektórzy dają do gotowania korek od wina, ma sprawić , że mięso będzie bardziej miękkie. Nikt z moich znajomych tego nie potwierdził.

Świeżutka



Kilka osób się naje 



Jeśli interesuje was chorwacka kuchnia to warto kupić będąc na wakacjach książki kucharskie.
Osobiście polecam  książkę "Dalmatinska kuhinja " , której autorką jest Dika Marjanović - Radica.

Na polskim rynku wydawniczym warto wspomnieć o fantastycznej książce Roberta Makłowicza " Dalmacja, książka kucharska"
Jakiś czas temu ukazała się nakładem wydawnictwa National Geographic , we współpracy z firmą Podravka książka "Kulinarne podróże po Chorwacji.

Moja chorwacka kolekcja 


Szukajcie swoich smaków. Nie każdy jest amatorem owoców morza, nie wszyscy lubią ryby , są tacy, którzy nie ruszą jagnięciny inni nie tkną czerwonego mięsa. Są tacy , którzy przez całe wakacje żyją wyłącznie pizzą , ba, znam takich , którzy niemal na samym winie.
Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Zaglądajcie w uliczki z dala od utartych szlaków, szukajcie miejsc gdzie stołują się miejscowi, zwracajcie uwagę na niepozorne szyldy, które nierzadko kryją  kulinarne nieba. A stołując się na wyspie , nie zapominajcie o wybornych winach z których słynie Korčula.



niedziela, 13 października 2019

Wędrówki po wyspie. Kočje. Skalny zakątek.

Lubię włóczyć się po wyspie i odkrywać kolejne fascynujące miejsca. Czasami te miejscówki wynajduję w czeluściach internetu a następnie odwiedzam przy najbliższej okazji. Tak właśnie było z rezerwatem Kočje



Aby odwiedzić to  miejsce musiałam zgonić towarzystwo ( moją czterolatkę i mamę ) o 5 rano, po to aby zdążyć na poranny autobus o 6:30 do Korčuli. Chodziło o to aby nie łazić po nieznanym miejscu w upale. W autobusie okazało się, że akurat ten nie przejeżdża przez Žrnovo , ale pan kierowca szybko znalazł rozwiązanie. W Smokvicy przesiadłyśmy się do szkolnego autobus , którym dotarłyśmy do punktu, z którego miałyśmy ruszyć dalej piechotą do ukrytego gdzieś wśród skał leśnego ostępu.
Zanim ruszyłyśmy zdobywać leśne zakątki , rzuciłyśmy okiem na miejscowy kościół
 i wypiłyśmy poranną kawę w miejscowej kavanie. 
Žrnovo leży wśród zielonych wzgórz , to tutaj znajduje się również największe skupisko cyprysów. Miejscami krajobraz przypomina obrazki z Toskanii. Samo miasteczko składa się z czterech osiedli / osad  Prvo selo, Brdo, Kampus i Postrana , zamieszkane jest na stałe przez około 1000 osób. Wyruszamy  w kierunku osady Brdo, asfaltowa droga łagodnie pnie się w górę. Na drodze jesteśmy zupełnie same, centrum miasteczka zostało gdzieś za nami, domy wzdłuż drogi stoją cicho i sprawiaja wrażenie jakby nikt tu nie mieszkał.





Na końcu osady znajduje się kierunkowskaz i jest to w zasadzie ostatni znak informujący o trasie wiodącej do rezerwatu.
Mapy, które przeglądałam przed wycieczką nie były dość precyzyjne i niestety udało nam się zabłądzić. 
Na rozstaju dróg podjęłyśmy złą decyzję. Jedna z dróg wiedzie w dół, druga w górę gdzieś pomiędzy skały. Po krótki wahaniu wybieramy drogę w górę. 
Po jakimś czasie okazuje się, że utknęłyśmy gdzieś w krzakach i za nic nie da się iść dalej, ścieżka kończy się sporą skałą , a niewielkie przesmyki pomiędzy makkią służą wyłącznie zwierzętom. Wróciłyśmy do rozstaju. Nie lubię się mylić. Lekko wkurzona ciągnęłam moje dwie towarzyszki drogą w dół , nie do końca przekonana czy w ogóle gdzieś dojdziemy. Całe szczęście, że chociaż widoki wynagradzały trud wędrowania. Doskonale widać miejscami Pelješki kanal, gdzieniegdzie spoza licznych krzewów lśnią błękitem małe zatoki. Droga jest szeroka i przyjazna dla nóg. Za towarzystwo miałyśmy jedynie niebieskie motylki i koniki polne.
Znaków wskazujących dalszą drogę brak. (później okazało się, że jednak jakieś były, ale wyblakłe i ukryte gdzieś w krzakach czy wysokiejsuchej trawie)
Byłam już skłonna zawrócić towarzystwo do Brdo i poszukać innej drogi , kiedy ku mojej wielkiej radości nagle wśród krzaków pojawił się znak ! Zielona tablica z zaznaczonym na niej terenem rezerwatu.
I nagle wkroczyłyśmy w zupełnie inny świat. Świat magiczny , pełen skalnych labiryntów, omszałych skał o dziwnych kształtach i tajemniczych zakątków.
Suche gorące powietrze zmienia się na chłodne , przyjemnie wilgotne , pachnące rozmokłą ziemią. Zieleń otacza z każdej strony, ze skał wybijają źródełka . Znajdują się na stromych skałach , co utrudnia dostęp dzikim zwierzętom ale zapewnia krystaliczną czystość wodzie. Mówią, że w ich pobliżu mieszkają leśne rusałki.
Świat roślin jest tu niezwykle różnorodny. Oto kilka przykładów.
Dąb ostrolistny - česavina, hrast crnika, roślina zimozielona.
Pistacja terpentynowa - smrdljika, z niej wyrabia się terpentynę
Filirea szerokolistna - zelenika, wiecznie zielona roślina z rodziny oliwkowatych.
Chruścina jagodna - maginja , planika.
Wiele odmian paproci : zanokcica skalna (slezenica okrugla), śledzionka skalna (zlatinjak) iglica pospolita (čapljana).
Oraz całe mnóstwo różnych pnączy : wiciokrzew przewiercień (kozja krv), taminek (bljušt),, bluszcz pospolity (brešljan), powojnik pnący (povitina)
A najniżej wszelkie mchy i porosty czy też rośliny zielne np niezwykle aromatyczna kocanka włoska (smilje) albo czystek (promorski pelin)








Spacer nie zajmuje zbyt wiele czasu , po samym Kočje około godziny, wszystko zależy od tego co przyciągnie wasz wzrok i jak długo będziecie to podziwiać. A można się miejscami zapomnieć.
Rezerwat ma powierzchnie zaledwie 4,62 ha. Przypomina odrobinę nasz Szczeliniec , choć nie jest tak spektakularny.
Budowa geologiczna taka jak włoskie Dolomity.
Każdemu może przypominać inny zakątek ale niezaprzeczalnie na Korčuli jest to miejsce jedyne w swoim rodzaju.

23 maja 1962 roku wpisano Kočje do rejestru chronionych obiektów przyrodniczych, pod nr 66 , jako Specjalny rezerwat roślinności leśnej.
W miejscu tym obowiązuje całkowity zakaz zrywania i zbierania roślinności , odłamywania skał czy jakiejkolwiek działalności , która mogła by wpłynąć na wygląd tego miejsca.
Wyjątkiem jest zbiór oliwek z drzew  które rosną na terenie rezerwatu.

Warto odwiedzić to miejsce o każdej porze roku , latem można schronić się tu przed wszechobecnym upałem, wiosną aby podziwiać kwitnące krzewy czy kobierce cyklamenów.
Nie ma znaczenia w gdzie na Korčuli stacjonujecie. wystarczy dostać się Žrnova a stamtąd spacerkiem do Kočje. Jest też trasa z zatoki Vrbovica. Niezależnie od tego od , której strony będziecie chcieli dostać się do rezerwatu to ostatni odcinek i tak pokonacie pieszo , pod samym rezerwatem brak parkingu czy jakiejkolwiek infrastruktury.
Należy zabrać ze sobą odpowiedni zapas wody i wygodne buty , odradzam japonki czy sandałki na cienkiej podeszwie.
My wróciłyśmy z Kočje do Brdo a stamtąd kontynuowałyśmy pieszą wędrówkę,  tym razem do Korčuli.


Do Žrnova dojedziecie autobusami z Korčuli i Vela luki. Jeśli jedziecie autem , możecie je zostawić w Žrnovie lub w Žrnovskiej Banji.



















Współrzędne miejsca  42°57'11.3"N+17°05'34.5"E

niedziela, 22 września 2019

Figa. Boski owoc z rajskiego ogrodu. Nie dla wegan




Trudno ich nie zauważyć. Zwłaszcza w sierpniu i wrześniu, kiedy kuszą soczystym fioletem czy bladą zielenią  z kolorowych straganów czy też prosto z drzew. Zerwane z przydrożnego drzewa w drodze na plażę czy wśród oliwnych gajów dostarczają porcję energii do dalszego spaceru.
Figi. Zakochałam się w ich mięsistym wnętrzu w czasie pierwszej wizyty. Wcześniej znałam je wyłącznie w wersji suszonej. I choć lubiłam ich intensywną słodycz to smak świeżego owocu po prostu mnie zachwycił.
W niektórych tłumaczeniach Biblii , wspomina się, że to nie jabłkiem Ewa skusiła Adama, a właśnie figą i ja skłaniam się ku wersji figowej.
W mitach greckich Demeter podarowała ludziom figę aby osłodzić im nadchodzącą jesień.

Rosną wszędzie. W przydomowych ogródkach, w przydrożnych rowach, pośród oliwnych drzew. Nierzadko rośnie w terenie bardzo nieurodzajnym, ubogim w odżywcze gleby, wśród skał i kamieni. Swymi korzeniami czerpie wodę z głębokich warstw ziemi.
Figa nazywana jest często królową śródziemnomorskich owoców, tudzież cesarzową. Technicznie jednak nie jest owocem a kwiatem. Proces formowania się tego kwiatu jest jednocześnie fascynujący i odrobinę odstraszający.
Do zapylenia kwiatu i wykształcenia  niby owocu potrzeba konkretnego gatunku zapylacza. Jest to osa figowa z gatunku błonkówek  zwana bleskotką.
Figi nie kwitną tak jak jabłoń czy śliwa. Kwiatu nie widać , bo rozwija się wewnątrz kopułki przypominającej małą gruszkę, po zapyleniu ma kształt , który znamy i lubimy. Ta skórzasta fioletowa lub zielona otoczka jest schronieniem dla skupiska niewielkich owoców. To te niby pesteczki.




Wspomniana wcześniej osa figowa i figa, nie mogą istnieć bez siebie. Są współzależne. Dzięki osie figa przekazuje dalej swój materiał genetyczny a osa ma możliwość rozmnażania. Dziwny to i fascynujący układ.
Samica osy wchodzi do kwiatostanu męskiego (z nich nie zawiąże się owoc tylko tzw kapryfigi, czyli w środku puste ) Samiczki mają skrzydełka a samce, których jedyną funkcją jest zapładnianie , skrzydeł nie posiadają.
Istnieją  dwa scenariusze procesu zapłodnienia. Jeśli samiczka trafi do męskiego kwiatostanu to tam składa jaja z , których wylegną się młode osobniki, samiec wyjada środek i w ten sposób ułatwia samiczce wydostanie się na zewnątrz. Oczywiście wcześniej nie zapomina aby ją zapłodnić (no oczywista sprawa, toż to samiec  )
Gdy błonkówka trafi do kwiatu żeńskiego dokonuje zapylenia kwiatu. Niestety w żeńskim kwiatostanie nie ma możliwości złożenia jajeczek, nie ma pożywienia i możliwości wydostania się na zewnątrz. Umiera więc we wnętrzu a enzym zwany ficyną rozkłada ciałko zapylacza.
Nie łatwo być błonkówką.

Przez wieki uważano, że figi rozmnażają się w jakiś sposób nadprzyrodzony. Proces kapryfikacji odkryli w IX w p.n.e Grecy. Zawieszali gałązki z męskich drzew na drzewach żeńskich.
W Chinach figa nazywana jest "wu hua guo" co przetłumaczyć można jako "owoc bez kwiatu". W Bengalu o czymś trudnym do wykrycia, nieoczywistym mówi się "niewidzialny jak kwiat figowca "
Figi dzikie mają owoce i męskie i żeńskie, figi hodowlane zwykle tylko żeńskie, dlatego aby drzewa owocowały wśród hodowlanych drzew sadzi się dzikie odmiany.

Figa fascynuje nie tylko procesem zapylenia. Jest jedną z najdłużej uprawianych roślin na ziemi.
Kojarzycie ten białawy, lepki płyn, który pojawia się gdy zerwiecie figę (zwykle, gdy owoc nie jest do końca dojrzały  płyn jest dość obfity) lub odłamiecie liść?
Ten mleczny sok jest bogaty w enzymy, które wykorzystuje się min w przemyśle spożywczym. Używa się go np jako zamiennik podpuszczki, który ścina mleko. W przemyśle mięsnym dodaje się go aby poprawić jakość produktu lub go zakonserwować.
Wykorzystuje się go do leczenia kurzajek, zmiękcza odciski , ma właściwości antyseptyczne i grzybobójcze. Trzeba jednak pamiętać, że jest również silnie alergizujący.
Wciąż pamiętam jak dookoła ust pojawiły mi się czerwone plamy, które na dodatek mocno mrowiły. Z racji tego, że jestem alergikiem wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Nie powstrzymało mnie to przed dalszą konsumpcją . Uwielbiam je !

Figi to doskonałe źródło błonnika, umożliwiają kontrolowanie glukozy we krwi , obniżają poziom cholesterolu poprzez wiązanie go i usuwanie z organizmu.
Są źródłem potasu , zawierają łatwo przyswajalny magnez, a te dwa pierwiastki mają wpływ na ciśnienie krwi i prawidłowe działanie układu nerwowego.
Spożywanie fig ma wpływ na stan naszych naczyń krwionośnych.
Co ważne liście fig są również jadalne. Wykazano, że obniżają stężenie triglicerydów i hamują częściowo wzrost komórek nowotworowych.
Mówi się , że dzięki figom wiele współczesnych chorób może odejść w zapomnienie.
A więc jedz figi, będziesz zdrowy.
Figi ceniono od wieków, wg Talmudu ścięcie owocującego drzewa było karane śmiercią.
A no i oczywiście listek figowy! Są dość sporych rozmiarów, więc zawsze można tak jak Adam i Ewa w raju, zakryć skromnie co nieco.

Jeśli chodzi o figi w Chorwacji to najczęściej uprawia się odmiany :

Petrovača bijela - idealna do hodowli , bardzo płodna z owocem najwyżej jakości. Pojawia się bardzo wcześnie pod koniec czerwca. Potocznie nazywana Petrovka , gdyż pierwsze owoce dojrzewają około 29 czerwca czyli na imieniny Piotra i Pawła. Drugi plon rodzi pod konie sierpnia, jest znacznie mniejszy od tych z czerwca.
Skórka ich jest jasnozielona , owoce duże i kształtne , miąższ bladoróżowy , słodki, bardzo soczysty. Niestety ze względu na tę soczystość nie nadają się do transportu. Idealne do zjedzenia na miejscu ;)
Ta odmiana zapylana jest właśnie w procesie kapryfikacji (pyłkiem figi dzikiej za pomocą błonkówek , bleskotek ).
Najczęściej uprawia się je w środkowej i południowej Dalmacji , zdecydowanie rzadziej na północy Chorwacji.
Petrovka ma również odmianę z ciemną skórką to Petrovača crna.

Bjeluša - to odmiana spotykana na południu i w Dolinie Neretwy. Kwitnie czy też owocuje dwa razy w roku z tym , że pierwszy plon jest niejadalny. Dojrzewa z początkiem sierpnia , charakteryzuje się tym , że jej owoce są bardzo nietrwałe i pojawiają się na krótko. Są dostępne zaledwie przez miesiąc.
Są natomiast idealne do suszenia.
Bardzo jasna skórka , miąższ w kolorze miodowo- żółtym, soczysta i przyjemnie słodka.

Zamorčica (świnka morska) to chyba najpopularniejsza i najwyżej ceniona odmiana fig. Uprawia się ją wzdłuż całego wybrzeża. Jest bardzo ceniona i chętnie uprawiana na Hvarze i Korčuli.
Bardzo rozpowszechniona w Kalifornii , dokąd trafiła z emigracyjną falą w latach 50 -tych ubiegłego wieku.
Odporna na zimno i suszę.
Ceni się ją przede wszystkim za cienką skórkę , dzięki temu nawet suszone owoce są delikatne  i miękkie.
Owoce ma znacznie mniejsze niż inne odmiany ale z racji tego, że zawiera mniej wody , po procesie suszenia nie traci tak mocno jak pozostałe gramatury.
Swym lekko wydłużonym kształtem przypomina niewielkie gruszki. Skórkę ma cienką , bladozieloną a gdy dojrzeje żółtawozieloną. Dostępna od początku sierpnia aż do października.

Šaraguja - Chyba najbardziej popularna odmiana na Korčuli , choć uprawiana w całej południowej Dalmacji. Bardzo płodna odmiana. Owoce ma odrobinę spłaszczone o barwie szaroczerwonej lub intensywnie fioletowej.
Dojrzewa od połowy sierpnia do połowy października.
Ze względu na grubszą skórkę mniej cenione od innych odmian. Są jednak idealne jako świeże jak i suszone. Doskonałe na przetwory.
Są niezwykle soczyste a miąższ mają od jasnożółtego po intensywnie czerwony.
Po długim okresie suszy , zwykle po pierwszych deszczach mają tendencję do pękania. Niestety nie nadają się , już do spożycia :(




To odmiany hodowlane , a przecież trzeba pamiętać jeszcze o tych dzikich. Jak dla mnie to one mają najlepsze owoce.
Trzeba jeszcze pamiętać, że to niezwykle odporne rośliny i nie wymagają żadnych oprysków. Wytrzymują temperatury nawet do -15 stopni. Odpowiednio nawadniane znoszą długotrwałe susze. Starsze drzewa , które mają w sobie mniej wody lepiej znoszą mrozy.

W długie zimowe wieczory można rozkoszować się słodyczą suszonych owoców lub przygotować z nich np Smokvenjak , dalamtinski božićni kolač. Prostszego dania zrobić się nie da. Potrzebujecie 1kg lub 1/2 kg suchych fig. Pozbywacie się z nich twardych ogonków. Kroicie suche owoce na drobniejsze kawałki , mielicie na drobno w blenderze. Jeśli masa jest zbyt sucha można dodać odrobinę lozy. Z powstałej masy formujecie niewielkie krążki np za pomocą okręgów do wycinania ciastek. Równie dobrze możecie nadać im dowolny kształt.
Dobrze jest zostawić je na kilka dni w suchym przewiewnym miejscu. Mówi się , że najlepiej schną gdy wieje bura.
Kroicie na kawałki jak ser.
Gdy zrobicie z masy drobne kulki a następnie obtoczycie je w posiekanych orzechach otrzymacie wysokoenergetyczną zdrową przekąskę.

W Dalmacji bardzo popularnym deserem z figami jest Dalmatinska kolač od smokvi. To krucha tarta z nadzieniem z twarogu , śmietanki i świeżych fig.
























poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Idealne gdy pada , Muzeum miasta Korčuli






Dziedziniec pałacu Arneri . Tymi schodami dostaniecie się do muzeum . 
Przyjęło się, ze Chorwacja to idealny kraj na wakacje , bo gwarantuje dobrą pogodę. No cóż , jak to bywa z "gwarantowaną pogodą" chyba każdy z nas już nie raz doświadczył na własnej skórze.
Z racji tego, że na plażowaniu to ja jestem w stanie spędzić dwa maksymalnie trzy dni, to zwykle szwendam się po okolicy. A na zwiedzanie jak wiadomo to najlepsze 25 stopni z lekką bryzą ;)
Na deszczowe dni polecam schować się w jednym z kilku ciekawych muzeów na wyspie.
Ja wiem, że wakacje nie służą zwiedzaniu "nudnych" placówek muzealnych, ale gdy chce się oprócz plaż poznać jeszcze historię regionu, to muzea są do tego idealnym miejscem.

O cudownym, rodzinnym muzeum Etno Zbirka Barilo , pisałam wcześniej , możecie sobie zajrzeć i poczytać o nim tutaj.
W samej Korčuli macie Muzeum Marko Polo, wystawę poświęconą tańcowi Moreska (Baszta Veliki Revelin)  , skarbiec w Katedrze św Marka i oczywiście Muzeum Miasta Korčuli .
Dziś postaram się was zachęcić do odwiedzenia właśnie tego ostatniego.

Znajdziecie je bez problemu i choć chwilowo na czas remontu przeniesiono je do innego budynku , trafić tam niezwykle łatwo.
Na stałe muzeum mieści się przy Placu św Marka (Trg Sv. Marka) w pałacu Gabrielis, kilka lat temu na czas remontu przeniesiono je do innego pałacu , w bliskim sąsiedztwie wspomnianego wcześnie Gabrielis .
Tuż obok pałacu Gabrielis znajduje się kolejna dawna rezydencja tym razem rodziny Arneri i to tu swój tymczasowy dom znalazła część ekspozycji.

Pałac Arneri , dziedziniec

Pałac Arneri , dziedziniec 

Dzidziniec pałacu, zdjęcie z balkonu , w tle dzwonnica katedry Św. Marka 

Pałac Gabrielis. Fasada od strony placu Św. Marka (Trg Sv. Marka )

Pałac Gabrielis widziany z dzwonnicy Katedry Św. Marka 

Pałac Arneri , część widoczna od Placu Św. Marka . W tej części znajduje się Galeria sztuki. 


Aby wejść do muzeum , należy wejść w ulicę  Rafa Arneri  biegnącą w dół i po lewej stronie za kutą bramą znajduje się wejście do sal wystawowych.
Kasa muzeum znajduje się na piętrze.



Tymczasowa siedziba jest zdecydowanie mniejsza i co za tym idzie ekspozycja jest znacznie okrojona, mimo to bardzo interesująca.
Znajdziecie to ekspozycje poświęcone codziennemu życiu na wyspie. W salach znajdują się przedmioty codziennego użytku ale również związane z dwoma najważniejszymi rzemiosłami wyspy, kamieniarstwem i budową statków.

Jest sala poświęcona odkryciom archeologicznym . Obecnie na wyspie i w wodach ją otaczających jest kilka stanowisk badawczych. W skład ekspozycji wchodzą odnalezione na wyspie kamienne narzędzia z okresu neolitu , rzymskie amfory z I i III w , odnalezione gdzieś w głębinach kanału Pelješackiego.
Jednym z najważniejszych eksponatów jest kopia Lubardskiej Psefizmy. Wśród kamiennych dokumentów , a w zasadzie ich fragmentów , znajdują się też inskrypcja z XII w , kiedy to tym rejonem władali królowie chorwacko- węgierscy.

Kamieniarstwo  rozwijało się na terenie Korčuli , jak i sąsiednich wyspach Badija czy Vrnik od XV w do VIII. Rzemieślnicy z Korčuli byli cenienie nie tylko na terenie obecnej Chorwacji ale również w całej Europie. Docierali do Wenecji czy Ankony.
W XIX w wyruszyli za ocean.
Na ekspozycję składają się kawałki nagrobków , zdobienia i misterne  rzeźby oraz narzędzia , którymi posługiwali się miejscowi kamieniarze.

Herb cechu kamieniarzy

Frano Kršinić , chorwacki rzeźbiarz , urodzony w Lumbardzie.
Jedna z rzeźb Krsinića "Pjesma suncu"
W Lumbardzie można podziwiać pomnik ku czci ofiar II wojny światowej. 


Co jeszcze znajdziecie w muzeum ? Meble , portrety, rzeźby , liczne fotografie i mnóstwo innych ciekawostek.  Zobaczycie jak wyglądał mieszczański salon czy jak wyposażone były kuchnie.
Na zwiedzenie muzeum potrzeba około godziny ( ja potrzebowałam 1,5 i czuję niedosyt , ale ja jestem trochę dziwna ,bo mogłabym tam spędzić kolejne dwie ).


Wydobyta gdzieś z morskich głębin amfora 



Narzędzia do budowy statków 

"Ogrzewacze " do łóżek. Wypełniano je żarem i wkładano pod kołdrę. I później , hop , pod wygrzaną kołderkę . 

Kuchenny kredens 

Muzeum otwarte jest w godzinach od 9 do 21 , w soboty jest zamknięte. Wstęp jest płatny.

Pałac Gabrielis wybudowano w XVI w na zlecenie zamożnej i szanowanej rodziny. Idea powstania muzeum pojawiła się tuż po II wojnie światowej. Decyzja o umieszczeniu muzeum w jednym z najbardziej reprezentatywnych pałaców zapadła w 1947 roku. Potrzeba było aż dziesięciu lat aby wnętrza przystosować do celów muzealnych. W tym czasie gromadzono i zbierano eksponaty , które po dziś dzień można oglądać.

Pałac Arneri wybudowano mniej więcej w tym samym czasie co pałac Gabrielis. Nawet jeśli nie interesuje was samo muzeum , to warto zajrzeć na dziedziniec. W Pałacu od strony placu Św. Marka znajduje się Galeria sztuki i nie jest częścią muzeum.

Gdy będziecie we wnętrzu wyjrzyjcie przez okna i wyjdźcie na balkony pałacowe, spojrzycie na miasto trochę inaczej.
W Pałacu Arneri , wyraźnie jednak widać "tymczasowość " wystaw. Gołe ściany, wnętrze odrobinę podniszczone. Liczę na to, że kiedy muzeum wróci do stałej siedziby , dane mi będzie cieszyć się całością zbiorów, bo ta niewielka część , które można podziwiać teraz, mimo, że robi wrażenie, pozostawia jednak uczucie niedosytu.

















Dlaczego w Splicie czuć piekielną siarkę?

  Czy będąc w Splicie i spacerując po Rivie czuliście czasami specyficzny siarkowy odór? Czy też jak mówią niektórzy jakby rura kanalizacyjn...