Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piesze wycieczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piesze wycieczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2019

Wędrówki po wyspie. Kočje. Skalny zakątek.

Lubię włóczyć się po wyspie i odkrywać kolejne fascynujące miejsca. Czasami te miejscówki wynajduję w czeluściach internetu a następnie odwiedzam przy najbliższej okazji. Tak właśnie było z rezerwatem Kočje



Aby odwiedzić to  miejsce musiałam zgonić towarzystwo ( moją czterolatkę i mamę ) o 5 rano, po to aby zdążyć na poranny autobus o 6:30 do Korčuli. Chodziło o to aby nie łazić po nieznanym miejscu w upale. W autobusie okazało się, że akurat ten nie przejeżdża przez Žrnovo , ale pan kierowca szybko znalazł rozwiązanie. W Smokvicy przesiadłyśmy się do szkolnego autobus , którym dotarłyśmy do punktu, z którego miałyśmy ruszyć dalej piechotą do ukrytego gdzieś wśród skał leśnego ostępu.
Zanim ruszyłyśmy zdobywać leśne zakątki , rzuciłyśmy okiem na miejscowy kościół
 i wypiłyśmy poranną kawę w miejscowej kavanie. 
Žrnovo leży wśród zielonych wzgórz , to tutaj znajduje się również największe skupisko cyprysów. Miejscami krajobraz przypomina obrazki z Toskanii. Samo miasteczko składa się z czterech osiedli / osad  Prvo selo, Brdo, Kampus i Postrana , zamieszkane jest na stałe przez około 1000 osób. Wyruszamy  w kierunku osady Brdo, asfaltowa droga łagodnie pnie się w górę. Na drodze jesteśmy zupełnie same, centrum miasteczka zostało gdzieś za nami, domy wzdłuż drogi stoją cicho i sprawiaja wrażenie jakby nikt tu nie mieszkał.





Na końcu osady znajduje się kierunkowskaz i jest to w zasadzie ostatni znak informujący o trasie wiodącej do rezerwatu.
Mapy, które przeglądałam przed wycieczką nie były dość precyzyjne i niestety udało nam się zabłądzić. 
Na rozstaju dróg podjęłyśmy złą decyzję. Jedna z dróg wiedzie w dół, druga w górę gdzieś pomiędzy skały. Po krótki wahaniu wybieramy drogę w górę. 
Po jakimś czasie okazuje się, że utknęłyśmy gdzieś w krzakach i za nic nie da się iść dalej, ścieżka kończy się sporą skałą , a niewielkie przesmyki pomiędzy makkią służą wyłącznie zwierzętom. Wróciłyśmy do rozstaju. Nie lubię się mylić. Lekko wkurzona ciągnęłam moje dwie towarzyszki drogą w dół , nie do końca przekonana czy w ogóle gdzieś dojdziemy. Całe szczęście, że chociaż widoki wynagradzały trud wędrowania. Doskonale widać miejscami Pelješki kanal, gdzieniegdzie spoza licznych krzewów lśnią błękitem małe zatoki. Droga jest szeroka i przyjazna dla nóg. Za towarzystwo miałyśmy jedynie niebieskie motylki i koniki polne.
Znaków wskazujących dalszą drogę brak. (później okazało się, że jednak jakieś były, ale wyblakłe i ukryte gdzieś w krzakach czy wysokiejsuchej trawie)
Byłam już skłonna zawrócić towarzystwo do Brdo i poszukać innej drogi , kiedy ku mojej wielkiej radości nagle wśród krzaków pojawił się znak ! Zielona tablica z zaznaczonym na niej terenem rezerwatu.
I nagle wkroczyłyśmy w zupełnie inny świat. Świat magiczny , pełen skalnych labiryntów, omszałych skał o dziwnych kształtach i tajemniczych zakątków.
Suche gorące powietrze zmienia się na chłodne , przyjemnie wilgotne , pachnące rozmokłą ziemią. Zieleń otacza z każdej strony, ze skał wybijają źródełka . Znajdują się na stromych skałach , co utrudnia dostęp dzikim zwierzętom ale zapewnia krystaliczną czystość wodzie. Mówią, że w ich pobliżu mieszkają leśne rusałki.
Świat roślin jest tu niezwykle różnorodny. Oto kilka przykładów.
Dąb ostrolistny - česavina, hrast crnika, roślina zimozielona.
Pistacja terpentynowa - smrdljika, z niej wyrabia się terpentynę
Filirea szerokolistna - zelenika, wiecznie zielona roślina z rodziny oliwkowatych.
Chruścina jagodna - maginja , planika.
Wiele odmian paproci : zanokcica skalna (slezenica okrugla), śledzionka skalna (zlatinjak) iglica pospolita (čapljana).
Oraz całe mnóstwo różnych pnączy : wiciokrzew przewiercień (kozja krv), taminek (bljušt),, bluszcz pospolity (brešljan), powojnik pnący (povitina)
A najniżej wszelkie mchy i porosty czy też rośliny zielne np niezwykle aromatyczna kocanka włoska (smilje) albo czystek (promorski pelin)








Spacer nie zajmuje zbyt wiele czasu , po samym Kočje około godziny, wszystko zależy od tego co przyciągnie wasz wzrok i jak długo będziecie to podziwiać. A można się miejscami zapomnieć.
Rezerwat ma powierzchnie zaledwie 4,62 ha. Przypomina odrobinę nasz Szczeliniec , choć nie jest tak spektakularny.
Budowa geologiczna taka jak włoskie Dolomity.
Każdemu może przypominać inny zakątek ale niezaprzeczalnie na Korčuli jest to miejsce jedyne w swoim rodzaju.

23 maja 1962 roku wpisano Kočje do rejestru chronionych obiektów przyrodniczych, pod nr 66 , jako Specjalny rezerwat roślinności leśnej.
W miejscu tym obowiązuje całkowity zakaz zrywania i zbierania roślinności , odłamywania skał czy jakiejkolwiek działalności , która mogła by wpłynąć na wygląd tego miejsca.
Wyjątkiem jest zbiór oliwek z drzew  które rosną na terenie rezerwatu.

Warto odwiedzić to miejsce o każdej porze roku , latem można schronić się tu przed wszechobecnym upałem, wiosną aby podziwiać kwitnące krzewy czy kobierce cyklamenów.
Nie ma znaczenia w gdzie na Korčuli stacjonujecie. wystarczy dostać się Žrnova a stamtąd spacerkiem do Kočje. Jest też trasa z zatoki Vrbovica. Niezależnie od tego od , której strony będziecie chcieli dostać się do rezerwatu to ostatni odcinek i tak pokonacie pieszo , pod samym rezerwatem brak parkingu czy jakiejkolwiek infrastruktury.
Należy zabrać ze sobą odpowiedni zapas wody i wygodne buty , odradzam japonki czy sandałki na cienkiej podeszwie.
My wróciłyśmy z Kočje do Brdo a stamtąd kontynuowałyśmy pieszą wędrówkę,  tym razem do Korčuli.


Do Žrnova dojedziecie autobusami z Korčuli i Vela luki. Jeśli jedziecie autem , możecie je zostawić w Žrnovie lub w Žrnovskiej Banji.



















Współrzędne miejsca  42°57'11.3"N+17°05'34.5"E

poniedziałek, 22 października 2018

Legendy Korčuli. Rusałki z Kočje.

Wejście do skalnych labiryntów


Kočje to magiczne miejsce. I kto choć raz tam zajrzał na pewno to potwierdzi. Wśród  skał i drzew mieszkają różne bajkowe stworzenia.  Mówią ludzie, że spotkać tam można wróżki, rusałki i nimfy. Mają swoje miejsce wśród skał. Małe źródełka.

Skała pod którą jest Vilino korito

W Žrnowie krąży legenda o pewnym wieśniaku, który wśród zielonych labiryntów Kočje spotkał takie bajkowe panny.
Był sobie pewien człowiek niech mu na imię będzie Ivo, ani młody ani stary ale w takim wieku, że wioskowe baby zaczęły mu szukać żony. Zamiast zająć się domem , oliwkami czy winnymi krzewami , chodził bez celu po okolicy i grał na swojej fujarce.
Znikał nie wiadomo gdzie , chadzał własnymi ścieżkami i za nic miał sobie starania wścibskich bab.
Pewnego dnia gdy zmęczony bieganiną po okolicznych wzgórzach, usiadł wśród zielonych ostępów Kočje, nad małym źródełkiem zaczął grać na swojej pasterskiej fujarce.
Zaszeleściło wśród laurowych krzewów, zaszumiało w dębowych gałęziach , coś przemknęło wśród skałek. Pomyślał Ivo, że zwierz jakiś zbłądził w skalne labirynty.



Gdy sięgnął zaczerpnąć wody z chłodnego źródła , usłyszał śmiech i dziewczęce głosy. To zwabione jego grą wyszły ze swych leśnych kryjówek, ukrytych wśród wrzosów , nimfy vile  pilnujące źródełka. Zachęcone jego grą zaczęły pląsać w rytm wygrywanej przez wieśniaka melodii.
             
                   Tri divojke igrale sa tanca
                   U jednog sidileg starca
                   Dobivale po peharac muke
                   Cinile se tanke makarune
                   Ki ste lipi jijte makarune
                   Ki ste grubi hote pod lancune

Tak bawili się wspólnie Ivo i jego leśne przyjaciółki. Kiedy nadszedł czas rozstania rusałki postanowiły nagrodzić muzykalnego wieśniak. Obdarowały go wielkim, ciężkim workiem , prosząć go aby zajrzał do niego dopiero gdy dotrze do domu. Pożegnał swoje roztańczone przyjaciółki i ruszył w drogę do domu.
Taka już ludzka natura, że ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem i gdy tylko odszedł dalej od leśnych ostępów zajrzał do worka. Ku swemu zdziwieniu ujrzał wielki kawał węgla. Zły na leśne duszki cisnął czarną skałę gdzieś w przydrożne krzaki, zarzucił pusty wór na plecy i wściekły ruszył do domu. Gdy dotarł po drzwi rzucił wór tuż przy progu domu. Coś zadźwięczało w środku, metaliczny dźwięk wskazywał na coś cennego. Zajrzał a na dnie ujrzał złote dukaty, tyle się ostało z magicznego prezentu.
Wdzięczne rusałki nagrodziły go złotem. Ruszył najszybciej jak mógł na drogę , którą przyszedł. Biegał, szukał ale po węglowej skale ślad zaginął.
Codziennie Ivo chodził nad źródełko w nadziei , że spotka jeszcze leśne tancerki. Wołał , prosił i grał najpiękniej jak potrafił , lecz rusałki nie odpowiedziały na jego prośby.
Zgorzkniały i smutny dożył sędziwego wieku ale rusałek nigdy już nie zobaczył.
Mówią, że czasami gdy dobrze się wsłuchać i wytężyć wzrok to można wypatrzeć pląsające wśród skał nimfy. Są tacy , którzy odbicie leśnych czarodziejek uchwycili gdy pochylali się nad źródłem. Warto spróbować. Mi niestety się nie udało. Vilino korito znajdziecie zaraz przy wejściu do parku. Pod wielką wiszącą skałą lśnią czyste wody źródełka.
Vilino korito





Bardzo podobną legendę opowiada się w Smokvicy. W miejscu które miejscowi nazywają Livin dol / Vilin dol , jest naturalne zlewisko wody tzw lokva / kałuża. Pewnego dnia starzec znalazł drzemiącą w pełnym słońcu nimfę. Zmartwił się, że tak śpi w promieniach słonecznych i z gałęzi przygotował dla niej schronienie. Kiedy nimfa się obudziła podziękowała starcowi i obdarowała go wielką torbą , prosząc by zajrzał do niej dopiero w domu. Dalszy ciąg historii jest taki sam jak tej z Kočje, ciekawość, złość i na końcu żal.


Legendę o nimfach z Kočje zaczerpnęłam ze strony http://www.korcula.net/history/sani/kocje.htm

A więcej o Kočje już wkrótce.

piątek, 28 września 2018

Kościół w kościele. Žrnovo. Wędrówki po wyspie.


Jeden z wielu starych kamiennych domów w Žrnovie

Žrnovo to niewielka miejscowość w bliskim sąsiedztwie Korčuli. Jest jednym z najstarszych miast na wyspie. Pierwsze osadnictwo pojawiło się w czasach neolitu ( ślady bytności człowieka odnaleziono w Jakasovej spili, niestety nie jest ona udostępniona zwiedzającym)
Samo miasto rozciąga się na dość dużym terenie i składa z kilku sąsiadujących ze sobą osad Žrnovo-Podstrana, Prvo selo, Kampus i Brdo.
W miasteczku znaleźć można wiele starych kamiennych domów , liczne kościoły a dookoła rozciągają się liczne winnice i gaje oliwne. Jedną z atrakcji są wysokie cyprysy, które trudno przeoczyć. Czasami krajobraz przypomina Toskanię.

W Prvo selo po lewej stronie drogi prowadzącej w stronę Korčuli znajduje się kościół - Crkva Male Gospe u Selu. Mijałam go wiele razy w drodze z Vela luki i dopiero tego roku postanowiłam przyjrzeć mu się bliżej , ale też tylko dlatego, że akurat w jego pobliżu wysiadłam aby udać się w dalszą drogę do Kočje.
Wydawać by się mogło, że nic ciekawego nie można znaleźć w kolejnym kościółku, których na wyspie jest zatrzęsienie. Te niewielkie kamienne świątynie spotyka się tu w miastach , na wzgórzach , wśród winnic i w szczerym polu.
Ten jednak jest szczególny i ma ciekawą historię , którą poznałam już po odwiedzinach w tym niezwykłym kościele z kościołem w środku.

Do świątyni wchodzi się przez wielką bramę z solidnym kamiennym łukiem, która wygląda odrobinę absurdalnie , bo murek dookoła ma niewiele ponad pół metra wysokości. Na łuku znajduje się kamienna tablica z napisem Tomislav prvi kralj 925 - 1925 Hrvati Žrnovo. Brama powstała najprawdopodobniej w 1000 rocznicę rozpoczęcia panowania tego legendarnego władcy.




Za murami na niewielkim placu stoją mury , bez dachu, z dzwonnicą z trzema dzwonami a we wnętrzu widać białe ściany kolejnego kościółka.
Robi to niesamowite wrażenie. Kościół w kościele , niczym baba w babie , znana wszystkim rosyjska matrioszka.



Początkowo byłam przekonana , że większy kościół uległ zniszczeniu a w środku postawiono nowy. Jednak gdy zaczęłam szukać informacji w tym temacie , prawda okazał się zgoła inna.
Wewnętrzny kościół był pierwszy.

W 1458 roku bracia Jakov i Luka Baničević postanowili ufundować niewielki kościół w rodzinnej wsi. Świątynia powstała na fundamentach istniejącej w tym miejscu kaplicy z przełomu X i XI w. Początkowo kościół był pod wezwaniem Wniebowstąpienia NMP , po latach przemianowany na Mala Gospa u Selu.
Lata mijały i w pierwszej połowie XX w , kościół stał się zbyt mały dla rozrastającej się społeczności. Mimo , że w okolicy znajduje się kilka innych kościołów podjęto decyzję o rozbudowie miejsca kultu. Aby nie pozbawiać mieszkańców dostępu do nabożeństw , zdecydowano o budowie nowego budynku wokół już istniejącego.
Niestety niedługo potem wybuchła II wojna światowa i prace przerwano. Po wojnie podjęto próbę dokończenia budowy. Czasy komunizmu nie sprzyjały takim inicjatywom , a władza robiła wszystko aby odciągnąć ludzi od wiary. Najstarsi mieszkańcy Žrnova wciąż jeszcze pamiętają jak w tajemniczy sposób zniknęło wapno potrzebne do budowy kościoła. Wywieziono je z miasta i zatopiono w morzu w pobliskiej Žrnovkiej Banji.
Było to wyraźny znak , że władza nie życzy sobie ukończenia świątyni. Jak ciężkie to były czasy sami doskonale wiemy z naszej historii. A o tym co min działo się w tym czasie na wyspie tutaj .
Są zwolennicy wyburzenia niedokończonej budowli. Myślę , że było by szkoda. Mimo wszystko jest to kolejna  atrakcja w tej okolicy.
Zajrzycie do malowniczego Žrnova oprócz tego dziwnego kościoła znajdziecie tu labirynty wąskich uliczek ze starymi willami, obejrzycie taniec Moštra , który jest odmianą Moreški, zjecie doskonałe žrnovske makaruni i napijecie się dobrej kawy w jednej z malutkich kavan.
I jeszcze jedna ciekawostka , istnieje tu jedyne na wyspie przejście podziemne pod trasą łączącą Vela lukę z Korčulą.





niedziela, 15 lipca 2018

Suhozid , nieodzowny element krajobrazu Korčuli.

Jedna z zatok na północ od Vela luki, biegnie tamtędy trasa rowerowa 


Pierwszą rzeczą, która od razy zwróciła moją uwagę już podczas pierwszej wizyty na Korčuli , to wszechobecny kamień. Tarasowo ułożone murki wśród oliwnych gajów , to coś co trudno przeoczyć.
Wędrując po okolicy co rusz natykałam się na niewysokie konstrukcje , wzdłuż ścieżek, leśnych dróg czy miejscach zupełnie odludnych.
Wśród okolicznych oliwnych gajów stoją małe domy, kamienne,  z dachami pokrytymi również płaskimi kawałkami kamienia.
Ku mojemu zdziwieniu , kiedy przyjrzałam im się bliżej okazało się, że nie są połączone  żadnym spoiwem. Ułożone jeden na drugim , tworzą stabilną konstrukcję.
Później dowiedziałam się , że taka metoda budowania to tzw suhozid czyli po naszemu suchy mur.(choć u nas wyłącznie w ogrodach jako murek oporowy).

Meje , towarzyszą na każdym kroku

Suhozid doskonale sprawdza się w przydomowych ogrodach


Misterne sieci , plecione na okolicznych wzgórzach niczym koronki , szczelnie otulają okolice Vela luki i Blato. I w sumie nic dziwnego, bo to tutaj znajdowały się liczne winnice, które grodzono właśnie takimi murkami.
Miejscowi nazywają te murki meje oprócz roli granicznej pełnią też rolę stabilizowania zboczy na , których tarasowo rosną oliwne drzewa, które zastąpiły wszechobecne kiedyś winnice. Technika układania kamieni w ten sposób znana jest od wieków. Jednak największa ilość murków powstała na przełomie XIX i XX w , kiedy to wraz z nabyciem prawa do ziemi , zaczęto chronić swoją własność. W tym okresie wyspa była dużym producentem wina i oliwy a Austrowęgry regulowały dokładnie sprawy związane z uprawami roli zapewniając  hodowcom stały dochód ze sprzedaży tych produktów.
Winnice zniknęły z krajobrazu wyspy na wiele lat po zarazie , która zaatakowała winne krzewy, wtedy też nastąpił największy exodus miejscowej ludności więcej. Matka natura szybko upomniała się o swoje i systematycznie zajmowała kolejne poletka. Wciąż jednak te tarasowe pola widoczne są w wielu miejscach wyspy.
Suhozid to metoda układania kamienia bez zaprawy. Na podstawę i zewnętrzne ściany wybiera się duże , w miarę foremne kamienie , środek zaś wypełnia się mniejszymi a następnie wszystko wypełnia drobnym żwirem. Duże kamienie układane były w ten sposób aby zapewnić stabilność i wytrzymałość. Musiały być na tyle moce aby można było po nich chodzić. Specjaliści , którzy zajmowali się budową meje, byli niezwykle cenieni i poszukiwani.

Przekrój suhozida. Z racji moich zdolności sporo musicie sobie wyobrazić 

Meje  to nie tylko ogrodzenia ale również schronienie dla drobnej fauny i owadów. Wśród kamieni spotkać można jaszczurki, gniazda zakładają pszczoły czy inne zapylacze. Nierzadko na rozgrzanych kamiennych murkach spotkać można wygrzewające się żmije.W szczelinach znajdują swoje miejsca rośliny, kapary, przypołudniki czy kępy ziół.




Korčula to ma podłoże krasowe. Na krasowych terenach kamień to codzienność. Jest naturalnym , łatwo dostępnym budulcem, po który sięga się ze względów ekonomicznych. Nie dziwni więc, że tak chętnie wykorzystuje się go na wyspie. Z kamieni oprócz murków buduje się również charakterystyczne domki na polach, kościółki czy po prostu miejskie domy.

Te kamienne domki spotkać można głównie w okolicy Vela luki gdzie noszą nazwę vrtujak  , kilka spotkać można w okolicy Smokvicy i Lumbardy gdzie nosza nazwę toreta , w okolicy miasta Korčula noszą nazwę bunja. Wszystkie  mają  cechy , które wyróżniają je na tle pozostałych.
Vrtujak jest przeważnie jednoizbowy na planie koła z dachem przypominającym dzwon. Przeznaczony głównie dla ludzi , miał za zadanie chronić przed pogodą w czasie prac polowych. Odpoczywano w nich w czasie winobrania czy prac porządkowych w winnicach. Dlatego spotkać je można wyłącznie po za miastem

Toreta budowana z ciemnego ciosanego kamienia , z układem podłużnym i schodkowym przekrojem. Zdecydowanie odmienna od vrtujaka, często grodzone z kamiennym stołem i ławami.
Oba typy charakteryzuje to, że po za drzwiami nie ma innych otworów, cyrkulację powietrza i dostęp światła zapewniała konstrukcja dachów. Ułożone schodkowo płaskie kamienie , zapewniały dopływ powierza , natomiast zapobiegały dostawaniu się do wnętrza wody. Nad drzwiami układano jeden duży płaski kamień.
Vrtujak i toreta mają sklepieniową budowę dachu co sprawia, że sa one bardzo trwałe i wszystkie mimo , ze sa dość wiekowe stoją sobie wśród pól i dzielnie opierają się naturze.



Nigdy nie umiałam rysować , więc tylko taki zarys mniej więcej ;)






Na wzgórzu Pinski rat , w drodze do Vela Spili natknąć się można na kamienne domki na planie prostokąta, niestety większość z nich ma zapadnięty lub zapadający się dach. Jest to związane z techniką układania kamienia. zbyt mała ilość legarów powoduje, ze dachy zawalają się do środka.





Te kamienne domku nie są czymś typowym dla Korčuli , spotkać je można w pasie wybrzeża od Istrii aż po Konavle. Różnią się formą i nazwą i przeznaczeniem. Oto kilka przykładów

Kažun - region Istrii a dokładnie trójkąt Kanfanar- Rovinj - Bale. Tu mają kształty bardzo zróżnicowane. Budowane na planie koła , kwadratu , czasami więcej niż jedno pomieszczenie. Dach zakończony charakterystycznym szpicem

Komarda - wyspa Krk. oprócz nich występują typowe dla tej wyspy mrgari, które przeznaczone były dla stad owiec. Takie same spotyka się na terenie Walii i Islandi. Tworzą swoiste polne gospodarstwa.

Bunja - spotkać je można od Zadaru aż do wyspy Brač. Często kilku izbowe przeznaczone dla ludzi i zwierząt (głównie owce)

Trim - to Hvar i jego niezwykle bogata architektura miejscowa w przekroju proste lub schodkowe. Przeznaczone dla ludzi.

Kućarica - region Konavle. Bardzo zróżnicowane , mało poznane , z przeznaczeniem dla ludzi i zwierząt.

Wszystkie są przykładem architektury wernakularnej. A cóż to takiego ? To termin określający architekturę zakorzenioną w miejscowej tradycji.Budowaną przez miejscowych , anonimowych konstruktorów, którzy nie mieli wykształcenia kierunkowego. Budowali z miejscowych materiałów, mając wyłącznie doświadczenie praktyczne i doskonale znali miejscowe tradycje.
Termin ma pochodzenie łacińskie, vernaculus czyli rodzimy, domowy.

Metodę suhozid , po długich staraniach Ministerstwo Kultury Chorwacji wpisało, jako niematerialne dobro kultury. Murki widnieją w rejestrze dóbr kultury Republiki Chorwackiej.

W okolicy Vela luki można podziwiać misterne sieci meje , kamienne domki i kościółki. Jest to niezaprzeczalnie jeden z wielu skarbów tego regionu. Warto wybrać się na wycieczkę i odnaleźć te niezwykłe konstrukcje. Nie trzeba wybierać się bardzo daleko, wystarczy spacer do Vela Spili . Pinski rat to miejsce gdzie podziwiać można murki i domki. Aby zobaczyć typowy vrtujak trzeba zapuścić się trochę dalej np do Poplatu, na Veli Vrh, do zatoczki Spiliška, Stiniva , Potoračje.

Miejsca gdzie można zobaczyć vrtujaki : 1- Bradat, 2 - uvala Stiniva, 3 - Veli Vrh , 4 -Strmena, 5 i 6  uvale Sprtiška i Spiliška, 7 - Potorače
Jedna z zatok na północ od Vela luki

Gdzieś na trasie do Gradiny

Vranac



P.S Na Korčuli spotkać można jeszcze jedną metodę układania murów, tzw fuginari zid. Konstrukcja składa się z ociosanych lub naturalnie kształtnych kamieni , które układa się ciasno , dopasowując je w ten sposób aby spoiwa było jak najmniej. Metodę tę wykorzystuje się do zabudowy miejskiej. W Vela luce spotkać można bardzo dużo takich budynków i starych kościołów.









P.S 2 Skoro już jesteśmy przy tematach około budowlanych, to warto zajrzeć do Lumbardy. Tam znajdują się pozostałości rzymskiej willi. Położona na niewielkim wzniesieniu Velo poje usytuowana na wprost Peljesca , była architektoniczną perełką. Do dziś dnia zachował się jedynie mur , długości 93 m zakończony dwoma niewielkimi wieżami. fenomenem jest typ muru to tzw opus reticulatun i jest to jedyny przykład tej techniki na wschodnim wybrzeżu Adriatyku. Pochodzi prawdopodobnie z I w n.e. Obecnie obrośnięty silnie winoroślą

W okolicy Sibenika leży wyspa Baljenac. Wyjątkowość tej wyspy polega na tym, że na powierzchni 0,14 km² i 1431 m linii brzegowej znajduje się 23, 357 km suhozida. Z lotu ptaka wygląda to jak odcisk palca. Chorwaci starają się o wpisanie wyspy na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco. Do filmu



Dlaczego w Splicie czuć piekielną siarkę?

  Czy będąc w Splicie i spacerując po Rivie czuliście czasami specyficzny siarkowy odór? Czy też jak mówią niektórzy jakby rura kanalizacyjn...